Trzysta trzydzieści trzy metry wrocławskiej Odry między mostami Generała Władysława Sikorskiego i Pomorskimi stały się materią sztuki za sprawą projektu artystycznego Dariusza Wojdygi przeprowadzonego wiosną 2025 roku. Odcinek rzeki przy Nadodrzu, a właściwie jego nadbrzeże, stało się odbiorcą i tworzywem bardzo intersującego działania w polu sztuki, które autor najpierw wymyślił i zrealizował w Oslo, a następnie zaimplementował w stolicy Dolnego Śląska. Mieszkający w Norwegii twórca nietypowo splótł swoją twórczość z tamtejszą Narodową Akademią Sztuk Pięknych. Przez kilkanaście miesięcy do pracowni metalu i biżuterii artystycznej, gdzie studiował, przynosił przedmioty własnoręcznie wyłowione lub zebrane z przepływającego obok uczelni (także mierzącego trzysta trzydzieści trzy metry) odcinka Akerselvy – głównej rzeki stolicy, która wypływając z jeziora Maridalsvannet, zmierza do Fiordu Oslo. Zafascynowany różnorodnością pozyskanych przedmiotów, traktował je jak surowiec powstającej kolekcji biżuterii autorskiej, a jednocześnie inspirację do dalszej pracy twórczej. Systematyzował je niczym Albertus Seba, osiemnastowieczny holenderski farmaceuta i zoolog, żyjący w latach 1665–1736, który gromadzone latami okazy kolekcjonował w niezwykłym Gabinecie Osobliwości Naturalnych. Albertus Seba był także autorem zatytułowanego identycznie Cabinet of Natural Curiosities (1734–1765) – czterotomowego opracowania stanowiącego oryginalny i kompletny zbiór, wyróżniający się tablicami z rycinami i drukami, których niezwykłość nie przeminęła do dziś.
Dariusz Wojdyga poszedł tropem badacza-pioniera, opierając się na trzecim tomie, poświęconym gatunkom podwodnej fauny i flory (który notabene ukazał się dopiero w 1758 roku, ponad dwie dekady po śmierci Albertusa Seby, i w tym samym roku co dziesiąte wydanie Systema Naturae Karola Linneusza). Działając w dwóch porządkach, także zgromadził kurioza według własnego zamysłu oraz modułu trójek lub ich wielokrotności, a ponadto używał ich do dalszych eksperymentów, traktując jako materiałową bazę, substancję wyjściową do kolejnych prób – nie tylko artystycznych (twórczych), lecz również organicznych i fizycznych (przetwórczych). W ślad za Holendrem Dariusz Wojdyga eksploruje pole możliwości, badając produkcyjny potencjał przedmiotów i pozyskanych z nich preparatów, by tworzyć nowe dzieła i techniki (Albertus Seba również dopuszczał się eksperymentów aptekarskich z udziałem niepoznanych materii pochodzenia naturalnego, także tych egzogenicznych, które przybywały do Holandii drogą morską). Obok serii biżuterii nawiązującej do okazów podwodnych z kolekcji Albertusa Seby Dariusz Wojdyga zaczął tworzyć także malarstwo, grafikę, obiekty, instalacje i wideo. Artysta poszerzył swoją twórczość o wymiar performatywny, kolektywny i społeczny – do swojej wizji włączał lokalną społeczność, innych twórców, kuratorów i galerzystów. Nadał tym działaniom charakter nie tylko interdyscyplinarny, ale także integracyjny, edukacyjny, ekologiczny i animacyjny. Opisane praktyki miały kilka społecznych realizacji i przybrały różne formy – od kolektywnej praktyki sąsiedzkiej po działania wystawiennicze.
Ciało rzeki
W Światowym Dniu Wody, 22 marca, na wspomnianym odcinku wrocławskiej Odry odbyła się akcja sprzątania brzegu, do której pomysłodawca zaprosił lokalną społeczność i przyjaciół, aktywistów i artystów, miłośników i rzeczników rzeki. Zgodnie z autorskim zamysłem było to ucieleśnienie idei performowania ekologii, wspólnotowej akcji społecznej i edukacyjnej na rzecz wód, a także happeningu, który miał artystyczną kontynuację. Część zebranych i wyselekcjonowanych przez Dariusza Wojdygę przedmiotów trafiła jako artefakty na wystawę i już po kilku godzinach prezentowana była na wernisażu – w formie „przepływającego” przez ekspozycję zbioru – w galerii Miserart. Odbyła się tam bowiem grupowa wystawa Ciało rzeki (pod kuratorską opieką gospodarza tego przybytku – Wojciecha Skibickiego). Na wystawie swoje prace nawiązujące do płynnej materii prezentowali wrocławscy twórcy: Joanna Bujak, Sylwia Bukowicka, Julia Ciułek, Paweł Gorczyca, Ula Goldasz, Agnieszka Gotowała, Magdalena Grzybowska, Katarzyna Kapela, Małgorzata Lebda, Aneta Lewandowska, Patrycja Mastej, Magdalena Mądra, Monika Polak, Betka Ptak, Aleksandra Pulińska, Rafał Siderski, Ewelina Skowrońska, Małgorzata Walesiewicz, Dariusz Wojdyga. Ten ostatni pokazał w galerii zbiór kilkuset przedmiotów, które pozbawione swojej funkcji użytkowej i sprowadzone do roli miejskich odpadów zaśmiecających nadbrzeże, zostały ukazane w innym, nobilitującym wydaniu. Ludzkie odpady uzyskały rangę dzieła sztuki, nadając mocny wydźwięk całej ekspozycji. Wśród nich zapadły w pamięć zużyte strzykawki czy puste butelki – ślady „ciemnej” strony miasta, ale także inne odpady i części przedmiotów, które niegdyś wiodły pełnoprawny i pragmatyczny żywot w rękach i domach ludzi użytkowników.
Cabinet of Sub-Natural Curiosities
Kilkudziesięciokilogramowy zbiór – kamieni, cegieł, metali, kruszcu budowlanego, gumy, plastiku i innych tworzyw sztucznych, szkła i butelek, sznurów, tkanin i drewna – po ekspozycji trafił do pracowni, a artysta poświęcił się badaniom i eksperymentom nad jego potencjałem jako tworzywa sztuki. W ten sposób powstały serie prac, w sensie materialnym i mentalnym zapoczątkowane w rzece. Szczególne miejsce i wiele uwagi autor poświęcił rdzy, którą odzyskał i obrabiał w różnych formach skupienia (brył minerału, proszku czy drobnego miału). Na jej bazie wytworzył „farbę”, którą malował obrazy o frapującej fakturze (i zapachu), tak zwane magnetoformy (małe obiekty obrastające magnetyczne jądro, przybierające za każdym razem inny kształt), zymografiki powstałe na skutek oddziaływania fermentowanej odrzańskiej wody na zardzewiałe kawałki metalu ułożone na kalce (zymosis – gr. fermentacja) oraz mikroskopię fotograficzną, gdzie drobiny w powiększonych kadrach balansują między abstrakcją a wizją łudząco przypominającą krajobraz czerwonej planety. Tak różnorodny zbiór stał się kanwą kolejnej wystawy Cabinet of Sub-Natural Curiosities, która odbyła się w galerii U Kosałki wiosną 2025 roku. Pokaz zawierał trzy główne części. Pierwsza to zbiór starannie wyselekcjonowanych odpadów z poprzedniej wystawy, w stanie wstępnego przetworzenia (oczyszczonych, ułożonych według klucza materiałowego, pogrupowanych, pociętych na części). Druga część stanowiła centralnym punkt ekspozycji. Był to zaaranżowany minigabinet – miejsce alchemicznego i twórczego eksperymentu, gdzie z odpadów powstały proszki, barwniki, bazy odczynników, rozdrobnione cegły, rdza i pozostałe materiały, w których twórca dostrzegł artystyczny i wytwórczy potencjał. Widzowie mogli zobaczyć i dotknąć surowców, z których powstały zaprezentowane w galerii dzieła, składające się na trzecią, właściwą część założenia. Rdzawy tryptyk o organicznej estetyce, kilkadziesiąt zymografik, nasuwających skojarzenia z motywami industrialnymi lub biologicznymi, cykl instalacji – próbek, amforek, słoiczków skrywających naoczne ślady (a raczej odpady) ingerencji człowieka w naturę, pogłębiały nie tylko pole eksperymentu, ale i świadomości naszych zaniedbań jako mieszkańców miasta, budując rozpaczliwy obraz zdegradowanego nadbrzeża. Niechlubne dowody nadprodukcji i zaśmiecania stały się tu skrzętnie zachowywanymi, estetyzowanymi okazami, którym woda Odry niczym formalina dodawała optycznej i symbolicznej niezwykłości. Ekspozycję uzupełniały okazy biżuterii artystycznej, będącej główną domeną Dariusza Wojdygi, stworzoną z wydobytych w Oslo kawałków metalu, tkanin czy plastiku. Niczym milczące martwe trofea konfrontowały „śmieciową” rzeczywistość z nurtu i nadbrzeża rzek Oslo i Wrocławia. Ostateczny akcent, swoistą „pieśń wyjścia”, formowały prace wideo, bazujące na cyfrowych i filmowych transformacjach obrazu wody, brzegu, fauny i flory Nadodrza.
Od rzeki. Do rzeczy
Kilka miesięcy później temat niechcianych w mieście surowców, które stały się materią sztuki, powrócił w kolejnej odsłonie, finalnej wystawie, pomyślanej jako zwieńczenie pracy z tworzywem, które dała rzeka. Projekt Od rzeki. Do rzeczy, był kolejnym polem, na którym kreatywność artysty wyszła naprzeciw potencjałowi surowca, i to nie tylko w dosłownym, ale także metaforycznym znaczeniu. Dariusz Wojdyga postanowił wzmocnić wyjściowy przekaz o możliwościach artystycznego wykorzystania pozyskanych materiałów uznanych potocznie za niepotrzebne, nieprzetwarzalne czy wstydliwe ślady ludzkiej nikczemności wobec miejsca, w którym żyją. W ostatniej odsłonie, która odbyła się w przestrzeni gościnnych dla sztuki wrocławskich Bulvarów, jesienią 2025 roku zaprezentował wystawę – rezultat współpracy z dwiema miejscowymi artystkami. Zaproszenie do wspólnej „materiałowej, technologicznej i artystycznej refleksji nad możliwościami surowców” przyjęły Lenka Kubica i Małgorzata Walesiewicz. Pierwsza z nich wprowadziła i wzmocniła motyw rzeźby, druga nadała temu, co znalezione i zużyte, wymiar bardzo praktyczny (upcyklingu modowego). Wystawie trójga twórców przyświecał ten sam cel – pokazać, że sztuka może być sposobem opowiadania o problemach miasta i ekologii, narzędziem edukacji i środkiem komunikowania ważnych treści. Przede wszystkim stanowiła mocny manifest oddający głos przedmiotom i Odrze, nieoczywistemu pięknu odpadów i kulturotwórczej roli rzeki, tak symbolicznej w społeczno-kulturowym życiu miasta. Jak mówili (do rzeczy) twórcy: „To artystyczny manifest, który ma zwrócić uwagę na rzekę, która nie potrafi mówić sama za siebie, a także podjąć próbę nietypowego przedstawienia potencjału »nowych surowców« – pozyskiwanych z natury, lecz w bezinwazyjny sposób (znajdowanych, zbieranych w akcjach sprzątania), w przeciwieństwie do obciążających naturę eksploatacyjnych metod czerpania. Jest to więc działanie »ku naturze, ku rzece«, a nie »wbrew naturze«, postulujące kolektywizm nie tylko artystek i artystów, ale też społeczności sąsiedzkiej, jak i międzygatunkowy – ludzi i rzeki”.
Młoda twórczyni, studentka Wydziału Szkła i Ceramiki wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, Małgorzata Walesiewicz, zaprezentowała na wystawie kolekcję sukienek i tunik inspirowanych rzeką – plecionych z żyłki i ze sznurków metodą nawiązującą do wyplotu sieci, a zdobionych szklanymi elementami. Fragmenty szklanej stłuczki znalezionej na brzegu, poddane obróbce szlifierskiej, zamieniły się w piękne, delikatne, kolorowe i dźwięczne klejnoty, nadające charakter strojom. Torebki, kolczyki i broszki w równie poruszający wyobraźnię sposób ukazywały możliwą transformację potłuczonej butelki – od niechlubnego odpadu po piękne, kuszące zmysły i pożądane akcesorium mody. Z kolei Lenka Kubica, która na co dzień zajmuje się małymi formami rzeźbiarskimi (i malarstwem sztalugowym), odwołując się do swojego ulubionego medium – obiektów haptycznych – stworzyła okazję do „polubienia” tego, co niewygodne i wypierane. Jej nieduże, abstrakcyjne w formie i bardzo przyjemne w dotyku obiekty przeznaczone do gładzenia i głaskania mówiły o empatii i czułości wobec tematów rzeki, akcentując krzywdę, jaką czynimy walczącej o podmiotowość Odrze. Gładka bezbarwna masa, z której Lenka Kubica wykonuje swoje obiekty, zawierała domieszkę skruszonej cegły znad brzegu, co nadawało rzeźbom nie tylko barwę, fakturę i strukturę, ale także wymowne znaczenie. Pomysłodawca, Dariusz Wojdyga, zaprezentował tym razem nową kolekcję biżuterii – serię brosz i naszyjników wykonanych na przykład z fragmentów zniszczonej walizki, obrazu olejnego na płótnie, plastikowych odpadów przemysłowych i budowlanych. Symbolicznym zwieńczeniem jego wrocławskiej i proodrzańskiej działalności stała się kolekcja antyperfum „Eau d’Odré”, które były notabene zapachami naturalnymi próbek wody, bynajmniej niezachęcającymi do użycia. Flakony, z których każdy zawierał metalowy „ozdobnik z serca rzeki”, zawierały adekwatne opisy dotyczące składu i użycia: „Rdza, woda, metal, wstyd”, „Nie stosować na skórę, stosować na sumienie”.
W ten sposób wielomiesięczny i płynny niczym nurt wody projekt przybrał nieoczywiste oblicza. Poderwał do działań wielu twórców, społeczność lokalną, wniósł po raz kolejny na salony temat rzeki (i brudne artefakty). To, co przyniosła Odra, stało się zasobem zasilającym meandry sztuki. Niech ta siła i ten flow nie przemijają.
Tekst: Justyna Teodorczyk
Zdjęcia: archiwum autora
