Julia Barbasiewicz, kuratorka wystawy Pasithea, rozmawia z Agnieszką Apoznańską – malarką młodego pokolenia, absolwentką Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu. Malarstwo artystki wyrasta z osobistych doświadczeń, jednocześnie dotykając uniwersalnych napięć współczesności: potrzeby odpoczynku, wyhamowania i odzyskania wrażliwości w świecie nadmiaru bodźców. Wywiad towarzyszy wystawie Pasithea, prezentowanej w Galerii Lotna w Warszawie od 6 lutego do 6 marca 2026 roku.

Agnieszko, to ogromny zaszczyt pracować z tobą przy twojej indywidualnej wystawie Pasithea. Wybrałyśmy prawie pięćdziesiąt prac – czy któraś z nich jest najbardziej emblematyczna dla twojej twórczości?

Pracując nad tak rozbudowanym tematem, jakim jest odpoczynek, nie koncentrowałam się na pojedynczych pracach. Raczej starałam się „płynąć” z płótna na płótno, stopniowo rozwijając swoją ideę. Każdy obraz dawał mi przestrzeń do rozwoju i pozwalał przesuwać poszczególne wątki w nieco innym kierunku – raz skupiając się bardziej na kolorystyce, innym razem na detalu, symbolice czy nastrojowości. Wrażliwość moich płócien zmienia się w zależności od momentu ich powstania – łącznie tworzą one swoistą „mapę myśli”, która zachęca do poszukiwania powiązań przez przeskakiwanie z pracy na pracę. Oczywiście cały przebieg tych tropów znam jedynie ja, ale zapraszam odbiorców do takiej zabawy w łączenie obrazów i układanie z nich własnej historii.

Jeśli jednak miałabym wskazać swoich ulubieńców, na pewno wyróżniłabym pracę Pozwoliłam sobie wypocząć, a myśli me pochłonął aksamit. To obraz otwierający całą serię i jedna z tych prac przełomowych, które wyznaczyły nowy kierunek moich rozważań twórczych.

W serii znajduje się także wiele obrazów bardzo dla mnie osobistych, w których przemyciłam ślady własnych doświadczeń i ważnych wydarzeń. Przykładami są między innymi Nasze owoce oraz dyptyk Siłaczki – prace zupełnie różne formalnie, ale połączone wspólnym mianownikiem. Kryją się w nich historie, które mnie wzruszają i dodają mi siły.

Eksplorujesz w obrazach temat odpoczynku. Czy sam proces tworzenia jest dla ciebie wyciszający?

Moje podejście do malarstwa ma różnorodne oblicza. W dużej mierze sam proces malowania przypomina medytację. Uważam jednak, że obraz powstaje znacznie wcześniej. Na rezultat składa się, oprócz farb, duża ilość pracy przygotowawczej, która uczy czujności. Można powiedzieć, że jestem nieustannie w procesie – pracuję nad ideą nie tylko na płótnie, lecz również przez notatki i rysunki. To praca wymagająca motywacji i autodyscypliny. Staram się być w pracowni codziennie, tkwić w procesie i zapisywać swoje przemyślenia – kolory, myśli, powidoki. W tym sensie cały proces twórczy jest bezustanny. Ciągle jestem w pracy.

Temat wypoczynku pojawił się trochę autorefleksyjnie. Uważam to za bardzo ciekawy motyw, aby pracować nad tematem niepracowania. Dostrzegam w sobie wiele cech, które można by określić mianem pracoholizmu, jednocześnie nie potrafię odpuszczać – wydaje mi się to bardziej męczące niż sama praca. To skłoniło mnie do zastanowienia się nad potencjałem odmowy i zaniechania. Pomysł ten wydał mi się bardzo atrakcyjny i jednocześnie całkowicie niedostępny. Dziś coraz częściej mówi się o potrzebie wyhamowania, o natłoku bodźców, o łapaniu oddechu i rytuałach typu selfcare. Wiele osób odczuwa rzeczywistość jako przytłaczającą – ciągły pośpiech, nadmiar bodźców, zmęczenie, przymus, konsumpcjonizm. Wszystko to sprawia, że odmowa działania jawi się jako bardzo pociągające, choć nieuchwytne rozwiązanie.

Jako opiekunkę wystawy wybrałyśmy tytułową Pasitheę, antyczną boginię relaksu i halucynacji. Czy te motywy są dla ciebie gestem osobistym, czy raczej komentarzem do szerszego doświadczenia współczesności?

Podobnie jak w wypadku poprzedniego pytania, odpowiedź leży gdzieś pośrodku. Jestem częścią wspólnoty i mam świadomość, że moje doświadczenia nie są odizolowane. Pasithea była nie tylko boginią odpoczynku, ale także halucynacji, co doskonale wpisuje się w nastrój moich obrazów. Nawet w mitologii greckiej odpoczynek zdaje się funkcjonować na równi z utratą świadomości – osłabieniem kontroli, wyhamowaniem i dryfowaniem w innym wymiarze.

Zmysłowość pojawia się u ciebie bardzo dyskretnie, bez deklaratywnej erotyki. Jak rozumiesz relację między odpoczynkiem, przyjemnością a seksualnością?

Seksualność i jej akceptacja jest dla mnie jednym z elementów umożliwiających prawdziwy odpoczynek. Trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której mielibyśmy się tych aspektów pozbywać, zwłaszcza że moje bohaterki to przede wszystkim kobiety. Zmysłowość postrzegam jako niezbędną do pełnego doświadczania rzeczywistości i budowania autentycznej bliskości z otoczeniem.

Motyw tkaniny, łóżka i kurtyny powraca w wielu pracach. Czym są dla ciebie te elementy – przestrzenią ochronną, granicą, a może stanem emocjonalnym?

Motyw tkaniny kojarzy mi się z tym momentem, gdy wcześnie rano, zawinięta w kołdrę, nie jestem w stanie wyjść z łóżka i zrezygnować z nagłej przyjemności, którą ono oferuje. Świat poza łóżkiem, zwłaszcza zimą, jest ciężki, zimny i odpychający, a pościel – ciepła i bezpieczna. To poczucie miękkości, spokoju i bezpiecznego schronienia przekładam na malarstwo. Po motywy kurtyny i zasłony sięgam, nawiązując do symboliki teatru. W takich pracach jak Kurtyny już opadły, a ty ciągle tańczysz odwołuję się do społecznych masek, które zakładamy każdego dnia. Odpoczynkiem jest dla mnie możliwość zaakceptowania takiego stanu rzeczy i świadoma kontynuacja „spektaklu” za jego kulisami.

Jaką rolę w twojej twórczości odgrywa kolor i czy twoja paleta zmienia się wraz ze stanem emocjonalnym?

Wyciszają mnie róże, które ostatnio eksploruję. Kolor ten ma tak wielki potencjał znaczeniowy, że ciągle mnie zaskakuje. Prędko nie opuszczę tej palety barwnej, chociaż ostatnio rozszerzam ją również o pomarańcze i fiolety.

Twoje obrazy mają charakterystyczną miękkość i lekko rozmyte kontury. Jak technicznie budujesz ten efekt?

Wbrew pozorom mój proces malarski jest bardzo żywiołowy. Pracę rozpoczynam od ustalenia motywu, zbieram wskazówki – myśli, kolory, szkice. Następnie przystępuję do rozpoczęcia malowania, starannie ustawiam mój główny motyw, analizuję kompozycję, dopracowuję detale. Jest to najbardziej relaksujący etap – kiedy na płótnie pojawia się obiekt. Następnie sięgam po większe narzędzia – duży pędzel z miękkim włosiem, szmatkę, ściągaczkę do wody i rozpoczynam rozcieranie pierwotnego obrazu. Ta chwila bywa trudna, tracę na pewien czas kontrolę nad obrazem, nie zawsze jestem w stanie przewidzieć, jak mocno zatrze się pierwszy mój gest. Uważam ten moment za bardzo ważny – wytrąca mnie z poczucia komfortu i rozpoczyna się realna praca z podobraziem. Odkrywam interesujące detale, zasłaniam niepotrzebne, analizuję kontrasty, światło, kompozycję. I tak pracuję, aż obraz mnie zaskoczy, stanie się dla mnie ciekawy wizualnie.

Czego życzyłabyś widzowi, który wchodzi w przestrzeń tej wystawy – jakiego stanu, tempa, nastawienia?

Mojemu widzowi życzę przede wszystkim ciekawości, chciałabym, aby moje prace zachęcały do wewnętrznych podróży. Prac jest sporo, dają one możliwość układania własnych scenariuszy, w zależności od potrzeb widza. Na wystawie pojawił się również obiekt przestrzenny – kurtyna-kokon – do którego można wejść, otulić się materiałem i obejrzeć wystawę z perspektywy postaci z obrazu. W kokonie otoczenie będzie lekko rozmyte, jak w chwili zmrużenia oczu. Wystawie będzie również towarzyszył zapach, angażując kolejny zmysł w doświadczenie ekspozycji. Tego życzę mojemu widzowi – aby pozwolił sobie na swobodne doświadczanie i zanurzenie się w ekspozycji.

Jakie jest twoje największe marzenie w dalszej karierze artystycznej? Wielki format, wystawa w konkretnej przestrzeni, może zupełnie coś innego?

Mam sporo marzeń – taki zawód – że cele ciągle się rozrastają. Wielkie formaty są wspaniałe, prace nad nimi sprawiają mi niesamowicie dużo satysfakcji. Życzę sobie jak najwięcej dużych płócien, a co za tym idzie – większej pracowni, która na takie zabawy pozwoli. Marzą mi się ekspozycje na całym świecie, zetknięcie z innymi twórcami. Czyli – w skrócie – nieustanny rozwój. To jest coś, co mnie motywuje i ekscytuje w pracy twórczej.

Moim wielkim marzeniem jest poza tym życie ze sztuki w pełni, bez strachu i niepewności. Chciałabym, żeby w Polsce powstał i został wdrożony rozsądny projekt zabezpieczający sytuację życiową artystów.

Rozmawiała Julia Barbasiewicz

Zdjęcia: D. Boniecka, materiały Galerii Lotnej