Żaden z wielkich nurtów sztuki pierwszej połowy XX wieku nie przeniknął do kultury popularnej w takim stopniu jak surrealizm. Jest to kierunek nie tylko rozpoznawalny, ale także obecny w dziedzinach życia wykraczających poza sztuki wizualne. Choćby w języku. „To nie do wiary! To czary-mary! […] To surrealizm, jak Salwador Dali” – rapował Magik z Paktofoniki. Określeniem „surrealizm” często opisuje się dziwne sytuacje, wyimaginowane historie lub zdarzenia, do których doszło, choć nie powinno. Wystawa Jesteś w sercu zmian. Surrealizm i antyfaszyzm proponuje jednak zupełnie inne spojrzenie na surrealizm. Przedstawiając go jako ruch zaangażowany politycznie, jej twórcy w znacznym stopniu pomijają to, z czym powszechnie kojarzy się ten nurt, a więc oderwanie od rzeczywistości i swoistą ucieczkę w świat marzeń sennych. Dlatego na wystawie nie zobaczymy wspomnianego przez Magika Salvadora Dalego (zafascynowanie nazizmem) ani czołowego włoskiego surrealisty Giorgia de Chirico (kontakty z Mussolinim, romans z włoskim faszyzmem). Zobaczymy za to prace wielu artystek i artystów, których dotąd nie kojarzono jednoznacznie (lub w ogóle) z surrealizmem.

Znamienne jest tu zwłaszcza wykluczenie Salvadora Dalego, a więc postaci sztandarowej dla popularyzacji surrealizmu, a zarazem o niejednoznacznej postawie moralnej, łamiącej zasady uznawane dziś za dobre praktyki. Ponadto popularność nurtu czy stylu Dalego zaowocowała obecnym wysypem dzieł z kręgu tak zwanego realizmu magicznego – mało odkrywczego, za to bardzo lubianego przez ludzi z grubymi portfelami. Twórcy wystawy postanowili podążyć w innym kierunku, dlatego wśród prezentowanych dzieł próżno szukać Siudmaka czy Olbińskiego. Możemy za to zobaczyć prace wybitnych twórców, których związki z surrealizmem są bardzo umowne (jeżeli w ogóle istnieją). Warto na wstępie zaznaczyć, że wystawa prezentowana w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to w istocie przeniesiona i nieco zmodyfikowana wersja ekspozycji zorganizowanej w monachijskim Lenbachhaus pod tytułem Aber hier leben? Nein danke. Surrealismus + Antifaschismus. Oryginalna odsłona również programowo odchodzi od interpretacji stylistycznych, koncentrując się na postawach politycznych surrealistów.

Warszawską wystawę otwiera sala poświęcona grupie a.r. Grupa ta, której nazwę rozwijano jako „artyści rewolucyjni”, została założona przez Katarzynę Kobro, Henryka Stażewskiego i Władysława Strzemińskiego w 1929 roku w Łodzi. Jej działalność zapoczątkowała również tworzenie pierwszej Międzynarodowej Kolekcji Sztuki Nowoczesnej w Polsce, w której znalazły się między innymi prace słynnego surrealisty Maxa Ernsta. Można z tego wywnioskować, że to właśnie starania grupy a.r. wprowadziły surrealizm do naszego kraju. W omawianej sali ekspozycyjnej oprócz prac Maxa Ernsta znajdują się także dzieła innych twórców, których związki z surrealizmem nie są już takie oczywiste. Interesujący wydaje się tu biomorficzny relief Hansa Arpa, który, choć pozostaje abstrakcyjny, wyznacza pewne charakterystyczne cechy formalne powracające na całej wystawie. Biomorfizm jest tu właśnie kluczem do analizy wspólnych cech stylistycznych całego kierunku. Biomorficznymi kuratorzy określają również prace Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego z lat trzydziestych XX wieku, tworząc w ten sposób pomost łączący polską awangardę z surrealizmem. Ten właśnie biomorfizm – miękkie, rozpływające się formy na granicy abstrakcji i figuracji – widzimy niemal w każdej sali wystawowej. Niezależnie od tematyki, kraju pochodzenia i czasu powstania dzieł cecha ta jest najbardziej wyrazista, stając się ostatecznie formalnym manifestem surrealizmu w ujęciu twórców wystawy. To zaskakujące, skoro sami kuratorzy podkreślają, że zależało im na pokazaniu surrealizmu jako konkretnej postawy politycznej, a nie estetycznej. Mimo tych zapewnień trudno jednak uciec od wniosków, które nasuwają się same. Dobór takiej, a nie innej estetyki miał na celu oddanie specyfiki surrealizmu – kierunku operującego metaforą, niejasną symboliką i w dużym stopniu otwartego na interpretację odbiorcy. Widać to chociażby w prezentowanych dziełach Maxa Ernsta Kwiaty i Pejzaż z ziarnem pszenicy. Na wpół abstrakcyjne płótna dopiero dzięki tytułom stają się bardziej czytelne i stawiają widza przed zagadką wizualno-intelektualną. Pejzaż z ziarnem pszenicy został przez autorów wystawy zinterpretowany jako symbol zagrożenia życia i klęski głodu, co może być trafnym tropem, ale bez wątpienia nie jedynym. Sukces surrealizmu i jego międzynarodowa sława są wynikiem właśnie tej płynności znaczeniowej i braku jednoznacznie określonej ikonografii. Być może jest to pierwszy taki kierunek w sztuce, który dał widzowi swobodę własnej interpretacji i nie wymagał wiedzy z zakresu analizy obrazu czy ikonologii. Co więcej, jest to język plastyczny o charakterze ponadnarodowym, co doskonale pokazuje warszawska ekspozycja.

Wystawa ma ambicję przedstawienia surrealizmu jako ruchu ponadnarodowego, skupionego wokół wspólnych idei polityczno-społecznych. Ekspozycję podzielono w dużej mierze według krajów, pokazując, jak surrealizm rozwijał się w poszczególnych państwach czy regionach. Możemy przyjrzeć się temu, jak wyglądał we Francji, w Czechach, Hiszpanii, Niemczech oraz w innych krajach. W każdym z nich twórczość była swego rodzaju manifestem lub głosem sprzeciwu wobec konkretnej sytuacji politycznej. Choć tę część otwiera ekspozycja poświęcona ideologicznym podstawom surrealizmu, wypracowanym przez grupę skupioną wokół André Bretona w Paryżu, dalszą narrację tworzą już opowieści o zmaganiach z autorytaryzmami w poszczególnych państwach. W ten sposób Czechy przedstawiono jako ośrodek antyfaszystowskiej awangardy po dojściu do władzy narodowych socjalistów. Hiszpanię zaś – jako miejsce walk prowadzonych podczas wojny domowej przeciwko generałowi Franco, wspieranemu przez europejskie państwa faszystowskie. Najtrudniejszą sytuację mieli jednak artyści niemieccy, których sztuka po dojściu do władzy narodowych socjalistów została uznana za zdegenerowaną. Większość z nich zmuszono do emigracji i poszukiwania bezpiecznych miejsc, w których mogliby realizować własne wizje. W tej sali nie zobaczymy monumentalnych rzeźb ani wielkoformatowych obrazów. Ich miejsce zajmują bardziej kameralne rysunki czy fotografie, w dużej mierze związane z postacią Hansa Bellmera. Emigracja nie dotknęła jednak wyłącznie twórców niemieckich. Po wybuchu wojny większość europejskich surrealistów opuściła Europę, udając się głównie do Stanów Zjednoczonych lub Meksyku. Niektórzy z nich wybrali jednak bardziej nietypowe miejsca, co również pokazuje wystawa. Przykładem jest Eugenio Granell. Hiszpański artysta podczas wojny domowej walczył w szeregach Partii Robotniczej Zjednoczenia Marksistowskiego przeciwko faszystowskim oddziałom generała Franco. Wojenna zawierucha zmusiła go do ucieczki, najpierw do Francji, a następnie na Dominikanę i do Gwatemali. Prezentowany na wystawie obraz Nocny lot ptaka Pi odnosi się do boskiej figury znanej z mitologii rdzennych ludów Ekwadoru. W obrazie wyraźnie łączą się wpływy estetyki południowoamerykańskiej i europejskiego surrealizmu, a jego forma nawiązuje do twórczości Picassa z okresu Guerniki. Prac o podobnych motywach na wystawie jest znacznie więcej, co pozwala spojrzeć na surrealizm z dzisiejszej perspektywy krytycznej, uwzględniającej wątki postkolonialne w sztuce XX wieku. Jednym z ciekawszych przykładów emigracji jest opisana w broszurze wystawy historia Leonory Carrington. Liczba przeciwności losu, jakie napotkała brytyjska artystka w pogoni nie tylko za własnym imperatywem twórczym, ale także za ówczesnym partnerem, Maxem Ernstem, zasługuje bez dwóch zdań na osobny tekst lub film fabularny. Na wystawie zaprezentowano jej niewielkie płótno będące wariacją na temat ikonograficznego motywu Arki Noego – tematu szczególnie ważnego dla tej artystki nomadki, poszukującej własnego miejsca do życia, w którym mogłaby bezpiecznie uprawiać sztukę.

Na wystawie nie brakuje polskich wątków, specjalnie przygotowanych do jej warszawskiej odsłony. Oprócz wspomnianej ekspozycji grupy a.r. polskim surrealistom poświęcono jeszcze jedną salę. Można w niej oglądać dzieła zarówno Polaków działających w kręgach paryskich surrealistów (Jerzy Kujawski, Bogusław Szwacz), jak i twórców niezależnych, którzy nie nazywali siebie surrealistami, ale w ich twórczości występowały cechy pozwalające włączyć ich do interpretacji proponowanej przez kuratorów (Władysław Strzemiński, Marian Bogusz, Jadwiga Maziarska, Jonasz Stern). Samo uwzględnienie niektórych postaw może rodzić pytania o niekonsekwencję organizatorów, którzy programowo odrzucali cechy formalne jako kryterium przynależności do surrealizmu, a jednocześnie włączyli do wystawy dzieła twórców innych nurtów, korzystające z języka plastycznego charakterystycznego dla surrealizmu. W tekście kuratorskim dotyczącym tej części wystawy wprost stwierdzono, że dzieła polskich twórców, którzy nie byli surrealistami, są inspirowane technikami i motywami zaczerpniętymi z surrealizmu. Tak jest chociażby z twórczością Władysława Strzemińskiego, którego kolaże z cykli Moim przyjaciołom Żydom i Tanie jak błoto opisano jako „czerpiące z języka biomorfizmu”. Niekonsekwencja staje się jeszcze wyraźniejsza w kolejnej z sal, gdzie obok płócien Roberto Matty zawieszono dzieła Alfreda Lenicy oraz Hervé Télémaque’a. Myślę, że w twórczości Lenicy oprócz tematyki wojennej (zamach stanu w Chile) znaczenie ma również podobieństwo formalne do dzieł Matty – ulokowanych na styku ekspresjonizmu abstrakcyjnego, taszyzmu i właśnie surrealizmu. Z kolei u Télémaque’a – czołowego przedstawiciela pop-artu – łącznikiem między jego twórczością a surrealizmem może być jedynie tematyka wojenna dotycząca ataku Stanów Zjednoczonych na Dominikanę w 1965 roku. Tego rodzaju zabiegi mogą rodzić pytania o sposób definiowania surrealizmu. Jeżeli przyjmiemy bowiem, że każdy artysta występujący przeciwko wojnie i faszyzmowi staje się automatycznie surrealistą, nurt ten nagle rozszerzy swoje granice, wchłaniając inne kierunki, w których ważne są zaangażowanie polityczne i działania krytyczne wobec opresji ze strony władzy. Z drugiej jednak strony dzięki takiej interpretacji mamy możliwość obejrzenia na wystawie świetnej pracy Pabla Picassa zatytułowanej Hiszpanom poległym za Francję. Obraz upamiętniający poległych, stworzony zaraz po wojnie, ma zarówno stylistyczne cechy surrealizmu, jak i wpisuje się w nakreślony przez kuratorów klucz ideologiczny. Czy wobec tego możemy nazywać Picassa surrealistą? Wielowątkowość jego twórczości, czerpanie z różnych źródeł oraz bardzo szeroki zakres podejmowanej tematyki mogą dawać ku temu podstawy. Myślę jednak, że takie stawianie sprawy nie jest do końca uzasadnione. Podejście kuratorów jest na pewno twórcze i interesujące dla widza, ale może pogłębiać chaos w nazewnictwie, a także gloryfikować surrealizm kosztem innych nurtów, w których również istotne były problemy polityczne.

Na uwagę zasługuje również część poświęcona Themersonom i Teresie Żarnower. Jest to także opowieść o emigracji i poszukiwaniu miejsca sprzyjającego życiu i twórczości. Ich sztuka jest wyrazem doświadczenia traum wojennych związanych z prześladowaniami i antysemityzmem podczas niemieckiej okupacji w Polsce. Szczególnie interesująco przedstawia się twórczość Teresy Żarnower, która w ostatnich latach życia odeszła od wcześniejszych, konstruktywistycznych poszukiwań na rzecz surrealizmu. Zmieniła się przede wszystkim forma jej prac – na bardziej liryczną i lekką, choć nadal podejmującą ważne tematy, takie jak żałoba i samotność w powojennej, emigracyjnej rzeczywistości. Widać to zwłaszcza w prezentowanych na wystawie rysunkach, w których organiczne sploty kresek kłębią się, tworząc biomorficzne kształty przypominające ludzi w embrionalnych pozach. Ostatnie prace Teresy Żarnower są tu bardziej wyrazem bezradności wobec świata i polityki niż aktywnego zaangażowania politycznego. W tym miejscu surrealizm ponownie staje się ucieczką od rzeczywistości w świat imaginacji, marzeń sennych oraz wspomnień.

Wystawa Jesteś w sercu zmian przedstawia bardzo interesujące ujęcie surrealizmu. Kuratorzy podążyli za współczesnymi tendencjami do ponownego odczytywania surrealizmu – odrzucając niektóre jego charakterystyczne cechy (oraz twórców) i poszukując wspólnych właściwości silniej związanych z rzeczywistością społeczną niż ze światem snów i podświadomości. Tego rodzaju ujęcie w pewien sposób wzbogaca problematykę, choć może także budzić kontrowersje. Największe wątpliwości może wywoływać niekonsekwencja autorów wystawy i pogłębienie chaosu w definiowaniu nurtu. Dla wielu badaczy i historyków sztuki będzie to na pewno spory zgrzyt. Dla publiczności z kolei wystawa może okazać się bardzo odświeżająca. Pokazuje bowiem surrealistów w sposób dotąd niespotykany. Wbrew stereotypom nie byli to jedynie bujający w obłokach marzyciele, ale także twardo stąpający po ziemi rewolucjoniści, aktywnie zaangażowani w walkę z faszyzmem.

Tekst: Ignacy Oboz

Zdjęcia: Muzeum Sztuki Nowoczesnej