Lubię wystawy w formie duetów artystycznych. A duety w salonie-kawiarni, w którym można zatopić się w miękkich fotelach, wydają mi się wyjątkowo przyjemną sprawą. Po pierwsze dlatego, że można wygodnie usiąść, napić się i popatrzeć. Spokojnie, bez pośpiechu, w nieco innej roli niż w charakterze zwyczajowego widza galerii. Poza tym głęboko wierzę w moc klasycznych sposobów rozgrywania sytuacji, w tym także w sztuce. Rozmowa dwójki artystów jest przecież dokładnie tym i zawsze stanowi znakomitą okoliczność akcentowania, czasem mimowolnego, interesujących wątków w ich twórczości. Łączy w sobie walory wystawy indywidualnej, a zarazem nie ma tu nigdy do czynienia z sytuacją, w której tylko jedna osoba świeci – wszak skontrastowanie solo show drugim pokazem już tworzy konkretną relację, której najważniejszym punktem jest dialog. Zresztą, każdy potrzebuje sparing partnera, by stworzyć punkt zaczepienia, od którego można się odbić.
Marlena Promna i Lívia Kožušková nie spotykają się po raz pierwszy. Wystawa MANIFESTO vol. 2 w galerii Sztuka na miejscu to kolejna odsłona ich współpracy, w trakcie której określone wątki ich twórczości – zależnie od siebie bądź całkowicie osobno – mają okazję wybrzmieć. Ich wspólnym punktem przecięcia bezsprzecznie jest rysunek. Od niego wszak zwykle się zaczyna, mniej lub bardziej dosłownie. W tym wypadku u obu artystek to podstawowe dla sztuki medium ma specjalne miejsce. Kluczowym pojęciem dla tej wystawy jest „myślenie rysunkowe”, rozumiane przez takie zjawiska, jak określony sposób komponowania prac, zachowywanie ich notatnikowego charakteru, podkreślanie struktur i konstelacji, skupienie na detalach czy tworzenie mikroukładów. Nawet jeżeli oglądamy realizacje z pewnej odległości, to później zawsze musimy obejrzeć je z bliska, rozgryźć, w jaki sposób zostały zrobione. Szczegół jest więc tak samo ważny jak wizualność wybrzmiewająca z dystansu. Przede wszystkim jednak rysunek ma moc porządkowania chaosu. Jest łącznikiem między koncepcją a początkiem jej materialnej realizacji. U Marleny Promnej przejawia się to w umiejętności okiełznania wrażeń płynących ze świata zewnętrznego i zbudowania szkieletu – podstawy dalszej pracy. Lívia Kožušková z kolei „zapisuje czas”, sprawia, że momenty zastygają i przekształcają się w zbiór wizualnych motywów.
Wystawa składa się z dwóch warstw. Pierwsza rozgrywa się w niełatwej przestrzeni Sztuki na miejscu – kawiarni czy salonu, w którym dzieją się różne towarzyskie rzeczy, a na obrazy zerka się przy okazji. Prace Marleny Promnej i Livii Kožuškovej jednak zdominowały całą przestrzeń, a nie dzieje się tak w trakcie każdej ekspozycji w tym miejscu. Zwykle realizacje wsiąkają w kawiarniane wnętrze, niekoniecznie przerywając gwar i rozmowy. W tym wypadku artystkom udało się zawładnąć przestrzenią. Niewątpliwie kluczową rolę odgrywają wielkie formaty – to domena Marleny Promnej, która z wielkich płócien tworzy monolityczne instalacje malarskie, a także wychodzącego w przestrzeń, niemal niekończącego się „zwoju” Livii Kožuškovej. Twórczość polskiej artystki bierze się między innymi z inspiracji pejzażem miejskim, układami architektonicznymi, zderzeniami płaszczyzn i charakterystyką ich powierzchni, które konstytuują estetykę miasta. Marlena Promna przetwarza te napięcia na struktury malarskie, niewątpliwie mające swoje korzenie w nurtach neoimpresjonistycznych, i tworzy z nich układy imponujące nie tylko swoją wizualnością i rozmiarem, lecz również dyscypliną, z jaką zostały stworzone. Tu pojawia się także istotny aspekt cielesności. Praca z formatem to wszak ogromny wysiłek fizyczny, rodzaj gestu w czasie i przestrzeni. W wypadku „zwoju” Livii Kožuškovej zainicjowana została sytuacja niemal rzeźbiarska, symbolicznie akcentująca ten aspekt działania.
Druga warstwa ekspozycji skłania widza do skupienia na szczególe, ale tak dosłownie – trzeba podejść, zdjąć (lub założyć) okulary, przyjrzeć się z bliska. Realizacje Livii Kožuškovej to bardziej kameralne grafiki, kolaże, techniki mieszane. Mniejsze formaty zestawione razem w starym stylu „w chmurze” (minimalistyczne zakomponowanie wystawy w tej przestrzeni zupełnie się tu nie sprawdza) tworzą grupy prac, przy których proces oglądania staje się doświadczeniem. Widz poszukuje interesujących detali, koncentruje na zagadnieniach technologicznych, rozsmakowuje w interakcji z dziełem.
Dialog artystek opiera się niekiedy na analogicznych zainteresowaniach, które w każdym wypadku wiodą do zupełnie odmiennego finału. Wyraźne są introspekcje, poszukiwania w obrębie bardzo osobistych obszarów, które Marlenę Promną prowadzą od lat konsekwentnie do pochłaniania inspiracji z zewnątrz i przetwarzania jej na bardzo „swoje” realizacje, charakterystyczne, wymagające zastosowania określonej metody malarskiej. Livia Kožušková tworzy jakby osobiste, tajemne pamiętniki, pełne motywów zaczerpniętych z obserwacji natury, literatury czy ornamentów rzeczywistości. Nie sposób nie widzieć tych realizacji w wymiarze współczesności, brutalnie definiowanej przez cyfrowość i jednoczesne funkcjonowanie w świecie realnym i online. Twórczość artystek, opierająca się na wymagających technikach, absorbująca fizycznie i czasowo, jawi się wręcz jako akt oporu względem szybko dziejącej się rzeczywistości. Aspekt rzemieślniczy, wymagający dogłębnej znajomości medium, wieloletniej praktyki i ciągłego mozolnego doskonalenia umiejętności, staje się niemalże alchemiczną tajemnicą.
Obie twórczynie balansują na granicy świata figuratywnego i abstrakcji. Z realności pochodzą pewne elementy, które później są adaptowane lub dekonstruowane i często integrowane z abstrakcją lub po prostu w nią przekształcane. Livia Kožušková często widzi te relacje wycinkowo i tworzy kompozycje mające wyraźne korzenie w myśleniu kolażowym. Z kolei Marlena Promna od lat konsekwentnie przetwarza motywy istniejące w rzeczywistości w dużej skali i uzyskuje z nich wartości abstrakcyjne. To także nakłada na widza obowiązek podjęcia wysiłku wniknięcia do świata przedstawionego i podjęcia próby zrozumienia jego logiki. Dzieje się to niejako wbrew mocno rozleniwiającej rzeczywistości, operującej najczęściej dosadnością czy różnymi odmianami ekshibicjonizmu. Sytuacja, w której artysta unika dosłowności i tworzy świat intymny, niedopowiedziany, zdaje się lekarstwem na obciążającą i przebodźcowującą codzienność.
Nie sposób uciec od wrażenia, że realizacje artystek walczą o uwagę widza, skupiając ją na odmiennościach. Zadaję więc sobie pytanie, czy monumentalizm prac Marleny Promnej nie próbuje odciągnąć uwagi od subtelnych realizacji Livii Kožuškovej? Czy intymny charakter grafik nie sprawia, że obcowanie z nimi jest silniejszym przeżyciem, niż patrzenie na obrazy z dystansu? To tworzy sytuację ciągłego napięcia. Konieczność przerzucania swojej uwagi z ogółu na szczegół lub skracania dystansu, to znów oddalania się od dzieła, mimo wszystko nie sprawia, że mamy do czynienia z sytuacją konkurencyjną, w której ktoś zgarnia nagrodę. Raczej widzę to jako okoliczność skutecznego działania artystek, którym udało się zbojkotować, bądź co bądź, niełatwą przestrzeń i jej kawiarniany charakter, narzucić własny rytm i dyscyplinę. W tym wymiarze wystawa staje się manifestem obecności w świecie, który coraz rzadziej pozwala na skupienie i zatrzymanie się. To nie jest tylko pokaz rysunku, grafiki i malarstwa, ale potrzeba trwania przy procesie, który jest powolny, fizyczny i osobisty. W dobie cyfrowości i ogromnego tempa twórczość artystek staje się deklaracją, która komunikuje, że zrozumienie świata może odbywać się wyłącznie przez zatrzymanie się i mozolną próbę dekonstrukcji jego struktur. <
Tekst: Alicja Klimczak-Dobrzaniecka
Zdjęcia: archiwum Marleny Promnej
MANIFESTO vol. 2
Livia Kožušková x Marlena Promna
Sztuka na miejscu
finisaż: 14.04.2026
